Tener to nie tylko ktoś kto stoi i dyryguje zawodnikami na boisku.


Tomasz Byszko jest trenerem piłkarskim młodego pokolenia. Jeździ na staże, porównuje doświadczenia, ciągle stara się rozwijać. Polskiemu Związkowi Piłkarzy opowiada o pracy trenera młodzieży, ambicjach, poświęceniu i pięknie, jakim jest dzielenie się swoja wiedzą z innymi.

Na dzień dobry, na Pańskiej stronie widnieje cytat: „Trener to nie zawód, to styl życia”. Jakie więc jest to życie?

Na pewno nie jest łatwe. Zawód trenera wiąże się z ogromną odpowiedzialnością i masą obowiązków jakie trzeba wykonać. Konfucjusz powiedział „Wybierz pracę, którą kochasz, a nie będziesz musiał pracować nawet przez jeden dzień w swoim życiu.” Tak jest w moim przypadku. Codziennie myślę o jednym z moich marzeń i celów jakich sobie w życiu postawiłem. Chciałbym kiedyś poprowadzić klub z naszej Polskiej ekstraklasy. Do tego dążę i nawet jak mi się to nie uda to kiedyś chciałbym stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie „zrobiłem wszystko co mogłem”. Jak mam tylko chwilę wolnego czasu, to uwielbiam sobie usiąść w cichym miejscu i myśleć co można zrobić w danym treningu, co poprawić z poprzednich ćwiczeń i co zainicjować w nowych.

Droga do zostania profesjonalnym trenerem jest długa. Jak wyglądało to w Pana przypadku? Jak wiele wymaga to wyrzeczeń?

U mnie było o tyle dobrze, że od samego początku postanowiłem sobie, że jeżeli nie wyjdzie mi moja przygodą z piłką jako zawodnik, to przejdę na ścieżkę trenerską. Moja babcia ukończyła AWF w Gdańsku i została trenerem gimnastyki, mój tata również ukończył Gdańską uczelnię jako trener pływania.

W którym momencie pomyślał Pan, że warto zając miejsce poza placem gry?

Moja przygoda z trenerką zaczęła się w momencie kiedy pierwszy raz zerwałem więzadła krzyżowe. Wtedy zapaliło mi się światełko, że trzeba mocno się zastanowić nad graniem w piłkę. Już wcześniej poukładałem sobie w głowie, że jeżeli nie uda się grać na wysokim poziomie to zrobię wszystko, żeby być jak najlepszym trenerem i zostać przy swojej ukochanej dyscyplinie sportowej. Po kilku miesiącach wróciłem do grania, lecz los mi nie sprzyjał i zerwałem więzadła, tym razem w drugiej nodze. Bliska mi osoba powiedziała „nic nie dzieje się bez przyczyny”. To był moment kiedy zacząłem stawiać pierwsze kroki za linią oddzielającą boisko od ławki rezerwowych. Co do wyrzeczeń – to poświęcam się pracy trenerskiej w 100%. Potrafię wyjść z domu o 7 i wrócić o 22. Łączę studia, pracę w klubie oraz uczestniczę w nowym projekcie PZPN-u „Akademia Młodych Orłów”.

Kontuzje trapiły Pana od dawna. Na jak długo starczyło motywacji by po raz kolejny wrócić do gry?

Po pierwszej kontuzji motywacji starczyło do momentu ponownego uszkodzenia więzadeł. Po drugiej powiedziałem „koniec!”. Uznałem, że zdrowie jest najważniejsze. Przygodę z piłką zakończyłem w Jaguarze Gdańsk, z którym awansowaliśmy do IV ligi, tam rozegrałem jeszcze kilka spotkań i definitywnie zakończyłem grę w piłkę. Często gram ze znajomymi, trenerami i zawodnikami, ale to już nie to samo.

Jak wygląda praca z młodzieżą?

Do tej pory, w moim odczuciu, wyglądała bardzo fajnie. Dzieci mają lepsze i słabsze dni, lecz dla nich najważniejsza jest dobra zabawa. W zależności od danej kategorii wiekowej trening u dzieci 5-6 letnich będzie wyglądał zupełnie inaczej niż u 13-14 latków. Najlepszą nagrodą dla mnie jest powrót mojego zawodnika z jeszcze większą motywacją na następny trening.

Czego wymaga Pan od swoich podopiecznych a czego od siebie w pracy z nimi?

Od swoich zawodników wymagam odpowiedzialności, punktualności oraz pełnego zaangażowania w trening, niezależnie czy to będzie 15, 45 czy 90 minut. W poprzednim klubie w jakim pracowałem, przyszedłem raz nieprzygotowany do zajęć i strasznie źle się z tym czułem. Bardzo nie lubię sytuacji jak nie ma płynności w treningu. Od tamtej pory wymagam od siebie pełnego przygotowania do zajęć.

Czuje się Pan autorytetem dla młodych piłkarzy?

Niejednokrotnie zawodnicy, z którymi pracowałem dali mi odczuć, że taką osobą dla nich jestem. Trener to nie tylko ktoś kto stoi i dyryguje zawodnikami na boisku. Nieraz spotkałem się z sytuacją, że miałem więcej do powiedzenia niż rodzic. Dziecko jest w ciebie wpatrzone jak w obraz, chce cię naśladować, a ty musisz mu pokazać co jest dobre a co złe.

Zawodnicy przychodzą do Pana z problemami pozaboiskowymi?

Zdarzało się, że podczas pracy z 12-latkami chłopcy często przychodzili do mnie porozmawiać o różnych sprawach.

Zdarzały się problemy wychowawcze?

Nie spotkałem się jeszcze z problemami wychowawczymi u zawodników i mam nadzieję, że mnie to ominie. Ja z góry stawiam sprawę jasno. Bardzo dużo wymagam od siebie i dlatego chciałbym, aby moi zawodnicy podchodzili poważnie do swojej przygody z piłką.

Jaka jest różnica w pracy w klubie a w grupach młodzieżowych PZPN-u?

W klubie jestem II trenerem zespołu U19, wszystkie treningi podporządkowane są pod nasz zespół. Mamy wyselekcjonowaną grupę zawodników, z którymi pracujemy na co dzień. Mecze mistrzowskie rozgrywamy na szczeblu centralnej ligi juniorów. Akademia młodych orłów działa na innych zasadach. Wszystko zaczyna się od dni talentu, gdzie wyłaniamy najlepsze jednostki do danych kategorii wiekowych, z którymi później przez rok trenujemy. Grupy podzielone są odpowiednio SKRZAT (5-6lat), ŻAK (7-8 lat) oraz ORLIK (9-10 lat).Na razie jesteśmy jedynym takim ośrodkiem w województwie pomorskim, docelowo ma być ich więcej.

Podpatrywał Pan pracę szkoleniową w Amsterdamie. Czego się Pan tam nauczył?

Dowiedziałem się dużo o projekcie, który nosi nazwę „BOVENBOUW”. Jest to system szkolenia Ajaxu wdrażany w zespołach U17, U18 i U19. Wiem też jak pracują trenerzy i co dla nich jest priorytetem na danym etapie szkolenia. Podczas stażu zwiedziłem cały ośrodek treningowy „De Toekomst”. Niektóre z podpatrzonych przeze mnie elementów ćwiczeń oraz zachowań trenerów wprowadzam na swoich zajęciach.

Niektórzy mówią, że „trenerki nie da się wyuczyć, to trzeba mieć w sobie”. Zgodzi się Pan z tym?

Zdecydowanie tak. Nie każdy może być lekarzem, piłkarzem czy trenerem. Albo to coś masz albo nie. Informację możesz zyskać teraz na każdy temat. W obecnych czasach mamy dostęp do wszelkiego rodzaju mediów, z którym możemy korzystać w celu poszerzania swojej wiedzy. Jednak pewnych zachowań, które powinien posiadać trener, nie da się wyuczyć.

Trener po studiach i kursach a trener-były zawodnik. Czym Pana zdaniem charakteryzują się te dwa modele? A może nie da się jednoznaczne tego tak sklasyfikować?

Myślę, że i jeden i drugi model ma swoją wartość, lecz jeżeli ktoś nigdy nie grał w piłkę i jest tylko wyuczony to szybko zginie w piłkarskim środowisku. Musisz czuć szatnię, musisz wiedzieć czego możesz się spodziewać po zawodnikach. To są rzeczy, które trzeba przeżyć samemu, a nie przeczytać w książce. Prosty przykład Mourinho: nigdy nie był wielkim piłkarzem, ale zdążył podczas swojej przygody zagrać kilkadziesiąt meczów o punkty. Obecnie jest jednym z najlepszych szkoleniowców na świecie i choć ludzie różnie go odbierają, to żadnemu trenerowi nie uwierzę, że nie chciałby być na jego miejscu i pracować z najlepszymi piłkarzami globu.

Polskie kluby szukają szkoleniowców z zagranicy, jeżdżą na zachodnie staże. Czy Polska ma się czym pochwalić? Czemu do nas nie przyjeżdżają po naukę?

Odpowiedź jest prosta. Każdy chce się uczyć od najlepszych. Trenerzy z Polski wyjeżdżają na zagraniczne staże, żeby zobaczyć jak pracują najlepsze akademie na świecie. U nas ściąga się trenera zza granicy, bo każdy uważa, że jest cudotwórcą i jeżeli był przez 2 miesiące w Barcelonie to zaraz klub, który go pozyskał będzie grał popularną tiki-takę. To są lata treningów, systemy szkoleń wdrażane przez akademie na wszystkich szczeblach szkoleniowych. U nas dużym problemem była i jest nadal mentalność piłkarzy oraz podejście do treningu. Idzie to wszystko w dobrym kierunku. Mamy świetnych piłkarzy i sztab szkoleniowy, który poukładał to tak, że teraz kilkanaście milionów kibiców w naszym kraju może się cieszyć z awansu na Mistrzostwa Europy.

Mówi się często o „polskiej szkole bramkarzy”. Jest coś takiego? A może w jakimś innym elemencie mamy realne sukcesy?

Na pewno coś w tym jest. Bramkarzy od zawsze mieliśmy świetnych. Dzisiaj mamy tego przykład w postaci Łukasza Fabiańskiego, Wojciecha Szczęsnego, czy Artura Boruca.

Stworzył Pan kącik #DzielęSięWiedzą, na czym polega ta inicjatywa?

Do stworzenia tego projektu zainspirował mnie wyjazd do Holandii na staż trenerski. Jak sama nazwa wskazuje, chodzi mi o dzielenie się zdobytą wiedzą z innymi szkoleniowcami. Chcę zmienić stereotyp Polskiego trenera. Zdarzało się, że spotykałem się z odmową podzielenia się wiedzą trenerską. W Amsterdamie byłem na treningu Ajaxu B1, drużyny którą opiekował się Jakob „Jaap” Stam, były zawodnik reprezentacji Holandii oraz takich zespołów jak AC Milan, Manchester United czy Ajax Amsterdam. Widział, że obserwuję jego zajęcia. Po treningu podszedł do mnie i zapytał czy mam jakieś uwagi. Zapytał również co według mnie można byłoby zmienić i czy mam jakieś pytania. Zamurowało mnie… To była inspiracja do tego, aby wszystkim czego się nauczę, dzielić się z innymi i korzystać również z wiedzy, którą inni będą chcieli podzielić się ze mną.

rozmawiał: Daniel Archetka
Źródło: www.pzp.info.pl